Kpt. Marta Skrzypek o tym co i jak się wydarzyło na pokładzie Blue Horizon w regatach Rolex Middle Sea Race ’25
Dla mnie, przekroczenie linii mety nie jest tylko formalnością. To jest dowód na to, że nasza determinacja i psychiczna odporność są silniejsze niż awarie czy brak snu.
Lekcje Zabrane z Rolex Middle Sea Race 2025
W sobotę zakończyliśmy regaty Rolex Middle Sea Race.
I zamiast pisać o czasie na macie i wynikach, chcę Wam przekazać, co tak naprawdę przywieźliśmy z regat.
Jestem niezwykle zadowolona z tego, co osiągnęliśmy, a przede wszystkim – szczęśliwa i dumna, że mogłam prowadzić tak wyjątkowy zespół ludzi.
To nie były łatwe regaty.
s/y Blue Horizon to mocna jednostka, która świetnie pływa w silnym wietrze, i tu upatrywaliśmy swoje szanse w wyścigu.
Pierwsza dobra była trudna, ulewny deszcz, słaba widzialność, zmienne kierunki wiatru, dostrajanie się do jachtu i trybu regat. Przez chwilę odrabialiśmy straty i byliśmy na czele stawki w przeliczeniu na dobę, to była chwila, w której poczułam: “Tak, to są Nasze regaty”.
Ale to nie ten moment definiuje Nasz zespół.
Definicja jest w tym, co działo się potem.
W tym, jak reagowaliśmy, gdy pech uderzał bez ostrzeżenia (i to dwa razy) – w pierwszym przypadku mieliśmy problem ze sztagiem, w cieśninie Messyńskiej nie mogliśmy zmienić foka na słabowiatrowego, okazało się że nie możemy już zmienić na żadnego, to spowodowało że spłynęliśmy awaryjnie do portu w Riposto. Musieliśmy wejść na maszt, zrobilibyśmy to na wodzie, nawet w nocy, ale uprząż wspinaczkowa gdzieś się zgubiła. Znacie Prawo Murphy’ego? – Jeśli coś może się zepsuć, zepsuje się na pewno i w najgorszej chwili. Także Murphy był z nami tego wieczoru.
Potem te nieszczęsne sieci rybackie po zachodniej stronie Sycylii, które obwinęły się wokół płetwy sterowej i kila w nocy, kolejny wymuszony postój w porcie w Trapani, tym razem spłynęliśmy na holu. Musieliśmy zanurkować i je odciąć na spokojnie, bez zafalowania, będąc w porcie. Na wodzie było by to zbyt ryzykowne.
To były chwile, w których łatwo o frustrację i utratę nadziei na ukończenie regat.
A my? Działaliśmy.
Widok Tych, którzy byli na jachcie pierwszy raz, radzących sobie doskonale z jednostką, był dla mnie najlepszą nagrodą. Byli spokojni, skupieni i wspierali się.
Kiedy pojawiał się problem, automatycznie włączaliśmy tryb: szukamy rozwiązania, nie winnego.
Dla mnie, przekroczenie linii mety nie jest tylko formalnością. To jest dowód na to, że nasza determinacja i psychiczna odporność są silniejsze niż awarie czy brak snu.
To, że ukończyliśmy regaty, zawdzięczamy temu, że nigdy się nie poddaliśmy.
Dziękuję Wam, że mogłam być z Wami.
Załogę s/y Blue Horizon stanowili/y (kolejność alfabetyczna):
– Aga (dziobowa)
– Asia (II oficer, I trymer żagli przednich)
– Kasia (I oficer, I trymer grota)
– Leszek (III oficer, II trymer grota)
– Piotr (dziobowy)
– Stefa (II trymer żagli przednich)
– Violetta (II pitman, dziobowa)
– Wojtek (I pitman)
– Marta (kapitan)
Powered by Sailing Factory i Sailing Factory Club