Wspomnienia

Mój trójkąt bermudzki, czyli zimowy Atlantyk oczami Beaty Zięby

Więc co ja robię na Atlantyku w grudniu? Wszystkie nasze słabości i strachy są ogromne do momentu, kiedy to my zaczniemy nimi rządzić, a nie one nami.

Mój trójkąt bermudzki: ocean – choroba morska – zima,

 czyli powitanie Nowego Roku 2022 płynąc wybrzeżem Portugalii.

 

Każdy z nas ma swoje słabości.  U mnie w zakresie żeglarstwa, to właśnie duża fala powodująca chorobę morską, kiedy temperatura wokół mnie jest niższa niż 10°C J. Tak, należę do kategorii zmarźlaków – choć tłumaczę sobie, że to wszystko przez niskie ciśnienie.

Więc co ja robię na Atlantyku w grudniu?

Wszystkie nasze słabości i strachy są ogromne do momentu, kiedy to my zaczniemy nimi rządzić, a nie one nami.

Ocean – pływanie na pływach – bardzo ciekawe doświadczenie. Fala piękna, długa, czasami straszna, którą widzisz jak się buduje i płynie w Twoim kierunku. Dodatkowym elementem, którego się uczysz to planowanie rejsu zgodnie z przypływem i odpływem oraz prądy, które wpływają na twój kurs i albo Cię spychają z kursu albo działają na Twoją korzyść.

Choroba morska – od zawsze miałam chorobę lokomocyjną i od kiedy pływam zawsze karmię Neptuna. Ale to nie powstrzymuje mnie od żeglowania. Trzeba to zaakceptować i liczyć, iż z czasem będzie lepiej J. Ja najczęściej siedzę w kokpicie, czasami zamknę oczy (choć szkoda widokówL), niektórzy wolą pójść spać. Są też tacy, którzy biorą Aviomarin, jedzą imbir. Każdy ma swój sposób, nie ma jednej drogi, każdy organizm jest inny.

 Zima – do tej pory pływałam po ciepłych morzach, pomiędzy majem a wrześniem, więc woda, i temperatura powietrza były powyżej 20°C. Natomiast rejs  wybrzeżem Portugalii okazał się być bardzo łaskawy dla nas, bo temperatura w nocy była około 12°C,  a w dzień średnio 17°C i często słonecznie, a jednocześnie wiatr do 20-30wezłów. Piękne żeglowanie. Dodatkowo S/y Blue Horizont jest ogrzewany, więc nawet taki zmarźlak jak ja nie marznął nocą. Jedną z nowych rzeczy, którą  wykorzystałam w rejsie i się sprawdziła, to ogrzewana kurtka na akumulatorek w kieszeni, która grzeje z tyłu i przodu – więc wachty nocą i na wietrze są dużo przyjemniejsze.

„Jejku jejku mówię wam jaki rejs za sobą mam”. Wybrzeże Portugalii jest piękne – nie będę pisać – po prostu płyńcie tam. Choć pływam już od 10 lat, ten rejs uważam za jeden z najlepszych i najciekawszych pod względem żeglarskim. Nasz skiper, Jacek Chabowski wykazał się profesjonalizmem w każdym aspekcie. Jego wiedza na temat trymowania żagli, wyczucia łodzi i opanowanie w każdej sytuacji, to marzenie takiego żeglarza urlopowego jak ja. Ale w żeglowaniu jest tak jak w życiu, uczymy się każdego dnia rejsu coś nowego o sobie, żeglowaniu, swoich kompetencjach i załodze. A właśnie …. jeszcze kilka słów o załodze.

Jak zawsze ludzie wokół nas stanowią sedno naszych sukcesów i zadowolenia z życia. Uważam, że w pojedynkę człowiek nie da rady iść dalej niż pozwolą na to jego kompetencję. Natomiast załoga jest jak fala, która porywa człowieka dalej i daje dodatkową siłę, wiarę i radość z każdego dnia. A ja miałam przyjemność poznać ludzi, którzy na wodzie i lądzie byli wspaniali. Mam nadzieję, iż ten nasz wspólny rejs będzie trwał dłużej niż 10 dni.

Dziękuje Wam wszystkim i do zobaczenia na lądzie, morzach i oceanach.

Ps. Jak będziecie pływać na S/y Blue Horizon poproście o pływanie w kombinezonie ratunkowym. Jak to mówi obecna młodzież „epickie doświadczenie”.